Gadkowski.pl

BITWA OPATOWSKA 21 lutego 1864 roku - Ostatnia bitwa Powstania Styczniowego

inne publikacje


Województwo sandomierskie na przełomie lat 1863 – 1864 stało się główną bazą operacyjną kampanii powstańczej, gdzie zamierający ruch zbrojny, miał się stać miejscem ostatniego wysiłku powstańców przed końcową kapitulacją. Nastąpiły zmiany personalne w sztabie. Generał Hauke Bosak został mianowany naczelnikiem II korpusu, szefem sztabu płk Apolinary Kurowski, a naczelnikiem dywizji płk Ludwik Topór Zwierzdowski. Kwatera główna II korpusu w końcu stycznia 1864 roku znajdowała się w Cisowie, wiosce leżącej u podnóża Gór Świętokrzyskich, z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. Część oddziałów rozmieszczono w okolicznych wsiach, lecz główne siły obozowały w Cisowie.
Tak duże skupienie sił polskich nie uszło uwagi Rosjan i gen Czengery zastępca 7 dywizji piechoty otrzymał rozkaz przerwania przymusowego - z powodu zimy - zawieszenia broni i unieszkodliwienia powstańców. Postanowił więc za pomocą wszystkich garnizonów zorganizować wyprawę na obóz cisowski. Według planu generała Czengery około 4.000 piechoty i 500 jazdy miało okrążyć obóz i 22 lutego rozpocząć atak.


Schemat rozmieszczenia wojsk rosyjskich wokół Cisowa.

Rozesłano rozkazy do okolicznych oddziałów rosyjskich. Gońca, wiozącego rozkazy przechwycił patrol z Cisowa. W chwili przejmowania depesz nie było w obozie gen. Hauke Bosaka. Zwołano więc radę wojenną na której postanowiono zwinąć obóz i wykonać atak na najbliższą i jednocześnie najsłabszą załogę Opatowa. Liczyła ona około 800 żołnierzy. Przeciw siłom rosyjskim powstańcy mogli wystawić około 1.000 Ludzi, w tym 50 konnych. Należy dodać, że nie wszyscy powstańcy mieli karabiny i bagnety i nie wszyscy zdążyli przejść szkolenie wojskowe.
W kwaterze w Cisowie, przyjęto plan działań zajęcia Opatowa. Bataliony pułków miechowskiego i kieleckiego dostały rozkaz stawienia się na drugi dzień rano we wsi Kobylanki, batalion pułku olkuskiego w Jałowęsach, a batalion pułku stopnickiego w Oziębłowie.
W niedzielę 21 lutego rano, w kwaterze w Oziębłowie wezwani dowódcy oddziałów odbyli naradę, na której ustalono plan zdobycia miasta. Początek ataku ustalono na godzinę 5 popołudniu, atakując jednocześnie z 3 stron miasto, by zepchnąć wroga na rynek i tam wszystkimi siłami z nim się rozprawić. Dowództwo spoczywało w ręku  pułkownika Topora.

„…21 lutego 1864 roku panował ciężki mróz, który bynajmniej nie zachęcał do walki. Słońce jednak jasno oświetlało ziemię zmarzniętą, pokrytą białą warstwą śniegu. Piękna zimowa pogoda zdawała się roztaczać pełnię swej krasy. Minęła godzina 5 ta po południu. Właśnie z kolegiaty św. Marcina zaczęły wysypywać się gromadki wracających z niedzielnych nieszporów. Nagle z za tyłów klasztoru bernardynów padły pierwsze strzały, których gromkie echa poniosły aż gdzieś do Wąworkowa.
Bitwa się zaczęła.”
Zgodnie z rozkazem rozpoczął walkę V batalion pułku stopnickiego, pod wodzą mjr Stanisława Jagielskiego rozwiniętym szykiem bojowym z północnego zachodu. Uprzedzony i przygotowany garnizon rosyjski przywitał ich gęstym ogniem karabinowym. Mimo to atakujący przebiegli w porządku znaczną przestrzeń, okrążając miasto celem zajęcia domu kasy powiatowej i koszar.

Tymczasem z tej samej strony północno zachodniej zaczęły walczyć kompanie pułku olkuskiego pod komendą kapitana Karola Karweckiego, kierując się jednak nie na wschód, jak oddziały poprzednie, ale na zachód aby zająć budynki szpitalne i klasztorne oraz być ochroną dla lazaretu urządzonego w klasztorze przez dr Szmidta.
Zaraz na początku walki na tym odcinku zaczęła się gorąca wymiana strzałów między Polakami, którzy obsadzili klasztor i domy przy ulicy Ostrowieckiej a Rosjanami, którzy bronili szpitala.

Jednocześnie z południowego zachodu zaczął okrążać miasto pułk miechowski z kpt. Józefem Walterem na czele, mając zamiar ulokować się między drogami prowadzącymi do Sandomierza i Zawichostu. Znalazłszy się na południowym wschodzie miasta pułk miechowski został zaatakowany przez Rosjan, skupionych na żydowskim cmentarzu. I pod wpływem tego ataku trochę zachwiał się, mimo że od południa w stronę tego cmentarza postępował pułk kielecki pod kierunkiem kapitana Juliana Rosenbacha.

Konny szwadron olkuski pod rozkazami rotmistrza. Uragana – nie licząc kilku jezdnych rozesłanych do poszczególnych pułków – działał w północnej części miasta, zdobywając stajnie kozackie, mieszczące się blisko szpitala.
Wreszcie VI batalion pułku stopnickiego z kapitanem Franciszkiem Bandrowskim został jako rezerwa przy sztabie, który wybrał sobie jako punkt obserwacyjny wzgórze koło krzyża na południe od miasta. Z tego właśnie miejsca spostrzegł pułkownik Kurowski zachwianie się pułku miechowskiego, pobiegł więc w stronę cmentarza żydowskiego i zachęcił żołnierzy paru słowami tak skutecznie, że pomimo dużej i otwartej przestrzeni uderzyli do ataku, cmentarz żydowski zdobyli szturmem, a wrogów zmusili do wycofania się ulicą żydowską na zachód.


Szkic planu bitwy opatowskiej
(rys. J. Walter)

W międzyczasie batalion majora Jagielskiego, który pierwszy poszedł w ogień i kompanie kapitana Karweckiego, działające w północno zachodniej części miasta znalazły się w ciężkiej sytuacji, gdyż oddziały rosyjskie wyparte z przeciwległego końca miasta przez Rosenbacha i Waltera skupiły się w okolicy cmentarza katolickiego, kolegiaty i bramy warszawskiej. Z wyniosłości tzw. Marcinkowskiej góry, na której znajdował się cmentarz katolicki, ze wzgórza, na którym zbudowana została kolegiata, oraz zza resztek dawnych murów miejskich – rosyjska piechota z ukrycia mocno raziła powstańców.

Po dłuższej walce wreszcie kapitanowi Karweckiemu udało się opanować szpital, wyprzeć nieprzyjaciela na ulicę Browarną i wziąć siłą obficie zaopatrzony magazyn wojskowy. Zdobycz, jaka przy tym wpadła w ręce polskie została zapakowana na 4 wozy i wysłana w stronę Gór Świętokrzyskich.
Z chwilą zapadnięcia wieczornych ciemności Polacy byli panami trzech czwartych miasta. I to był kulminacyjny punkt bitwy.

Tymczasem w myśl dyspozycji wydanych przed bitwą, zaczęto podpalać domy, zajęte przez broniących się Rosjan. Ogień powstał w dzielnicy żydowskiej i w zabudowaniach gospodarczych koło kolegiaty. Wprawdzie nieprzyjaciel z płonących domów musiał się wycofać, ale łuna pożaru znakomicie ułatwiała mu skuteczne rażenie kulami, postępujących oświetlonymi ulicami Polaków.
Najbardziej zacięta walka trwała w dalszym ciągu koło kolegiaty i bramy miejskiej, gdzie właściwie od początku powstańcy nie posunęli się ani o krok naprzód. Z wielkim wysiłkiem zdołano w końcu obsadzić terytorium przykościelne. Chcąc wyzyskać tą przewagę i zdobyć sąsiednie domki major Jagielski organizuje atak na bagnety, ale pada ranny, a komendę przekazuje pod pułkownikowi Eminowiczowi, który w jego batalionie walczył jako szeregowiec. Lecz ten wkrótce zostaje raniony kulą w piersi i wyniesiony z pola walki. W tej ciężkiej sytuacji dano znać do sztabu. Zjawia się osobiście pułkownik Topór, chwyta karabin i sam prowadzi żołnierzy do ataku na bagnety. Znajdujący się wtedy przy tym samym batalionie stopnickim ks. Przybyłowski naśladuje Topora i również z karabinem staje na czele oddziału. Przez most na rzece Opatówce biegną w stronę bramy Warszawskiej, ale obaj otrzymują pchnięcia bagnetów i padają. To miesza nieco szyki atakujących, ale mimo wszystko zdobywają palące się domy i wpadają na rynek.
Rosjanie jednak obsadzili rynek, gdzie więcej niż gdzieindziej było domów murowanych i zamknąwszy się w nich bronili się tak uparcie, że zdobywanie każdego domu osobno, wielkimi musiało być okupione stratami.
Miasto płonęło… Łuna pożaru z daleka oświetlała całą okolicę mimo szybko zapadającej nocy. Ogień przerzucał się z budynku na budynek. Wylatywały w górę głownie, trzeszczały belki, a sypiące się iskry parzyły czarnych od dymu i prochu żołnierzy, który na tle zdeptanego śniegu i krwawych kałuż podobniejsi byli do duchów straszliwych, niż do ludzi. Jęki rannych, krzyki walczących, warkot bębnów, dźwięki trąbek i huk strzałów – dopełniały obrazu niemal piekła na ziemi.

Bitwa przeciągnęła się do godziny blisko 11 wieczorem. Po sześciogodzinnym boju, widząc poważne straty i zmęczenie żołnierzy, a obawiając się przybycia rosyjskich posiłków z Sandomierza i z Zawichostu, pułkownik Kurowski, który po Toporze objął kierownictwo walką, nakazał wycofanie się z miasta tym samym szlakiem, którędy do Opatowa przymaszerowano. Wycofanie się nie było bezładną ucieczką, przeciwnie, odbyło się w takim porządku, że już w kwadrans po rozpoczęciu odwrotu dowódcy poszczególnych oddziałów mogli zameldować o stratach.
A straty po obu stronach były znaczne. Po stronie polskiej 112 ludzi w tym 50 zabitych, a po stronie rosyjskiej miało paść przeszło 200 rannych i zabitych według raportu polskiego, a 54 według raportu rosyjskiego.


Francuski drzeworyt wyobrażający bitwę opatowską
(rys. Janet Lange)
Opis Bitwy Opatowskiej przepisałam niemal dosłownie z książki dr Stefana Kotarskiego p.t. „Opatów w latach 1861 – 1864” Wyd. Opatów 1935 rok

Aleksandra Gromek Gadkowska
30 grudnia 2010