Gadkowski.pl

DOBRA majątku LISÓW. Gmina Wojciechowice, Powiat Opatów

inne publikacje

Gmina Wojciechowice
Powiat Opatów

Dobra Lisów leżące niegdyś w powiecie sandomierskim należały w 1789 roku do uposażeń klasztoru cystersów w Wąchocku. Po kasacie klasztorów majątek przeszedł na własność rządu carskiego. W roku 1832 otrzymał je na własność z prawem dziedziczenia generał major Symeon Kochanow, dowódca 3 brygady artylerii. Właściciele majątków donacyjnych nie gospodarzyli sami, lecz je wydzierżawiali.

Przed rokiem 1918 Lisów liczył 424 morgi i dzierżawił go Stefan Prus - Kobyliński, jak podaje Kalendarz Opatowski z 1918 roku. Majątek zapewne został częściowo rozparcelowany, gdyż w spisie majątków ziemskich w 1930 roku podano, że Lisów ma tylko110hektarów. Około 1919-20 roku Stefan Prus Kobyliński wykupił majątek Lisów. Jeszcze jako dzierżawca Lisowa Stefan Prus - Kobyliński (syn znanego w Warszawie lekarza dentysty) ożenił się w 1912 roku z Marią ze Staszewskich, córką właściciela majątku Janiszów, leżącym po przeciwnej stronie Wisły, naprzeciw Zawichostu.

Najstarszy syn Marii i Stefana Prus Kobylińskiego - Andrzej urodził się w Warszawie 8 maja 1913 roku. Ukończył Gimnazjum im Św. Stanisława Kostki przy ul. Traugutta. Ukończył studia rolnicze i był zapalonym sadownikiem. Został zastrzelony 20 sierpnia 1943 w roku w Lisowie. Kolejny syn Stefan urodził się w Lisowie 20 września 1916 roku. Po ukończeniu szkoły średniej zostałpodchorążym artylerii. Zmarł na ropne zapalenie płuc 18 listopada 1938 roku w Toruniu. Pochowany został w grobowcu rodzinnymna cmentarzu parafialnym w Malicach. Córka Zofia przyszła na świat14 czerwca 1919 roku.

Państwo Kobylińscy prowadzili życie podobne jak inni właścicieli dworków. Dom mieszkalny był niewielki, lecz jego urządzenie było dostatnie i starannie utrzymane. Zatrudniali pokojówkę, lokaja, kucharkę i sztab ludzi obsługującychgospodarstwo rolne. W stajni stałykonie pociągowe, cugowei pod wierzch. Obora i chlewnia też wymagałypracowników. Tylko podczas pilnych prac polowych zatrudniano "bandosów" z okolicznych wsi. Wszyscy stali pracownicy mieszkali w czworakach.



Na zdjęciu Maria i Stefan Kobyliński przygotowują się do wyjazdu, a pokojówka podaje koc do przykrycia nóg, gdyż latem nieutwardzone drogi wzniecały tumany kurzu.

Rodzina utrzymywała stałe towarzyskie kontakty z właścicielami okolicznych dworów. Panie należały do Koła Ziemianek Polskich i uczestniczyły w organizowanych rekolekcjach, na które zapraszano znanych kaznodziei, zaś panowie należący do kół łowieckichurządzali polowania. Na wakacje przyjeżdżała młodzież ze szkół, przywożąc przyjaciół. Grano w tenisa, siatkówkę i krykieta, a wieczorami tańczono. Urządzano wycieczki piesze i konne. Wyjeżdżano na św.Krzyż, do Ossolinea, Ujazdu i Opatowa. Na zdjęciu rodzeństwo Stefan i Zofia Kobylińscy:



Zofia Kobylińska urodziła się 19 czerwca 1919 w Lisowie. Początkowouczyła się w domu z pomocą nauczycielek, a pod koniec roku jeździła do Warszawy do GimnazjumŚw. Jadwigi na egzamin, by otrzymać promocję do kolejnej klasy. Zatrzymywano się w mieszkaniu brataojca, który miał kamienicę przy ul Szczyglej. Ostatnie klasy ukończyła w Gimnazjum Sióstr Niepokalanek w Nowym Sączu, by następnie zdobywać wiedzę w 2-letniej szkole hotelarsko - gastronomicznej w Zakopanem, gdzie co niedzielę była zapraszana na podwieczorek do rodziny Sztaudyngerów, spokrewnionych z właścicielami, sąsiadujących z Lisowem Malic. W lipcu 1939 r. rozpoczęła praktykę w Hotelu Bristol w Warszawie, której ze względu na wybuch wojny nie mogła jej dokończyć.

"Młodość miałam bardzo szczęśliwą. Nie miałam trosk. Mama zabroniła mi wchodzić do kuchniwięc nie miałam pojęcia jak sięprzyrządza potrawy, Lubiłam się bawić, ładnie ubierać. Lubiłam poznawać nowych ludzi. Koledzy braci przyjeżdżającyz Warszawy stwarzali okazję do ciekawych rozmów i organizowanych rozrywek.Spotykałam się z nauczycielkami szkoły w Gierczycach, z kuzynami właścicieli Gierczyc i Malic, gdy przyjeżdżały do rodziny."

Nie przewidziała pani Maria Kobylińska, że jej córka niebawem musi sama zająć się gospodarstwem domowym i gotować posiłki dla powiększającej się rodziny.

"Troskizaczęły się około 1938 roku. Wtedy mój ojciec wyjechał do Glinek, majątku swego brata, który wyjechał na stałe do Austrii, i zajął się administracją jego dużego majątku. Kryzys gospodarczy dotknął także małych właścicieli ziemskich, obciążonych dużymi podatkami. Brakowało gotówki. Dziś ze smutkiem wspominam jakie zaniedbane były czworaki naszych oficjalistów. Ale gdy byłam młoda nie zdawałam sobie z tego sprawy. Moja matkamusiała sama gospodarzyć.

Wielką pomocą w prowadzeniu prac polowych służył rządca pobliskich Malic, Teofil Czarnecki. Łączyła nas żywa sympatia. Gdy wybuchła II Wojna Światowa moja matka zaangażowała sięw pomoc jeńcom zakwaterowanym w szkołach i Kolegiacie Opatowskiej. Codziennie rano wyjeżdżały z Lisowa banki do mleka pełne zup. Dzięki tym kontaktom dwóch z uciekających polskich jeńców znalazło schronienie w naszym domu: Władysław Garwoliński i Marian Ochorok. Ukrywali się tu do 1943 roku.

Mimo troskliwej opieki lekarzy, zdrowie mojej matki pogarszało się Zmarła 10 kwietnia 1942 roku. Pochowano ją w grobowcu rodzinnymna cmentarzu w Malicach. W tym samym roku przyjechał z Warszawy z żoną Ireną i córeczką mój brat Andrzej, by zająć się gospodarką. Czułam się zagubiona, pozbawiona oparcia, więcpostanowiłam poślubić Teofila Czarneckiego, mimo wcześniejszych oporów matki i brata.Nasz ślub odbył się w kościele Panien Kanoniczek w Warszawie.

Przez cały okres okupacji do stojącego na uboczu dworku w Lisowie przychodzili partyzanci różnych ugrupowań i zwykli bandyci. Były to grupy 3 - 4 osobowe. Partyzancidostawali poczęstunek izapasy na drogę, a zwykli rabusie zachowywali się brutalnie. Rekwirowali wszystko co znajdowało się w kuchni i w pokojach. Takie odwiedziny odbywały się kilka razy w miesiącu.

Najgorszy, najtragiczniejszy napad nastąpił w noc 20 sierpnia 1943 roku Kilku mężczyzn wtargnęło do domu. Zegnali nas do jednego pokoju, kazali położyć się na podłodze, a bratu Andrzejowi kazano położyć się na tapczanie twarzą do ściany i tam otrzymał śmiertelny strzał w głowę. Do dziś nie wiadomo, dlaczego jego zabito.

Po tej tragedii przerażeni pojechaliśmy rankiem do dworu w Malicach. Ale i tam następnej nocy przyszli ci sami osobnicy żądając wydania mego męża Teofila. Tadeusz Pomorski otworzył im drzwi i poprosił, by przyszli w dzień. Ale oni uparcie żądali wydania mego męża. Pan Pomorski zaprowadził ich do kancelarii, otworzył biurko i spytał ile chcą. Wzięli pieniądze i odeszli. Na drugi dzień pojechaliśmy do Lisowa, zabraliśmy w walizki najpotrzebniejsze rzeczy i przez Opatów pojechaliśmy do ojca do Warszawy. Tam spędziliśmy resztę okupacji.

Po wojnie wyjechaliśmy z mężem na zachód. Teofil był dyrektorem w PGR-ach w okolicy Wrocławia, a potem Bydgoszczy. W Żninie zamieszkaliśmy około 52 roku. Mam 3 synów: Jerzego, urodzonego w 1945 roku, Stefana, urodzonego w 1948 i Andrzeja, który przyszedł na świat w 1956 roku. Kilkakrotnie wyjeżdżałam ze Żnina, by odwiedzić rodzinne strony, gdzie zaznałam tyle radości i trosk. Jedną podróż w przeszłość odbyłam z synem. Ale jeździłam także sama. Mieliśmy gdzie się zatrzymać. Był to dom jednej z córek strażnika leśnego z Gierczyc Michała Bąka, Jego córki Reginę, Marię i Kazimier znałam „od zawsze”. Mieszkały w pobliżu Lisowa i często spotykałyśmy się, bo jak wszystkie młode kobiety miałyśmy wielewspólnych zainteresowań:modę, książki i kwiaty. Regina mieszkała w Opatowie i tam była nasza baza wypadowa do sentymentalnych wycieczek w przeszłość. Najmowałyśmy taksówkę i jechałyśmy do Gerczyc, Malic i Sandomierza. Odwiedzałyśmy groby rodziców, moich w Malicach, Reginy, Marii i Kazimiery w Gierczycach. Spacerowałyśmy po lesie. Wspominałyśmy dawne czasy, przypominałyśmy sobie dawnych mieszkańców Lisowa i okolicy. Wzrastałyśmy w tej same okolicy i przyjemnie nam było odwiedzić razem dawniej znane miejsca. Przyjaźnie zawarte w młodości nigdy nie starzeją się tak jak my.

Córka Reginy Gromek Aleksandra Gadkowska zainteresowana historią regionu namówiła mnie bym opowiedziała i opisała swoją historię."


Dziś nie manawet śladu po dworkuKobylińskich w Lisowie. Tylko na cmentarzu w Malicach został grobowiec, w którym spoczywa ostatnia właścicielka Lisowa i jej dwóch synów: Andrzej i Stefan.

Teofil Czarnecki zmarł 30 września 1969 roku. Zofia z Kobylińskich Czarnecka zmarła 30 września 2002 roku. Oboje spoczęli na cmentarzu w Żninie. Tam także został pochowany Stefan Prus Kobyliński, który spędził u córki ostatnie lata życia. Zmarł w 1960 roku.

Wspomnienia Pani Zofii z Kobylińskich Czarneckiej spisała Aleksandra Gromek Gadkowska. Powyższy tekst został opublikowany w piśmie Ziemia Opatowska w 2001 roku. Przesłałam numer Pani Czarneckiej. Napisała mi że czytała swe wspomnienia "z łezką w oku".

17 czerwca 2010