Gadkowski.pl

Egzekucja aresztantów z Ostrowca w 1944 roku

inne publikacje




Ruiny zamku Ossolińskich w Ujeździe
   
    Dnia 21 kwietnia 1944 roku, starosta opatowski dr Otto Ritter, wraz z żoną, pojechali autem do Ujazdu, by zwiedzić ruiny zamku „Krzyżtopór”. Towarzyszył im drugi samochód z obstawą. W drodze do Ujazdu wstąpili do Iwanisk i zabrali ze sobą 2 urzędników niemieckich Keizera i Zendera (nazwiska niepewne). Poprosili właściciela majątku Ujazd - Wilhelma Orsetti, by, jako, gospodarz terenu oprowadził ich po ruinach zamku.  W drodze powrotnej do Opatowa, z przesieki lasu, oddzielającego las dworski od włościańskiego, w pobliżu wsi Haliszka, samochód starosty został ostrzelany. Została ciężko ranna żona starosty, zaś pozostali pasażerowie lekko poranieni rozbitym szkłem. Potwierdza to także syn właściciela majątku Wilhelm Orsetti, gdyż jego ojciec towarzyszył staroście także w drodze powrotnej do Opatowa.
Żona starosty zmarła w drodze do szpitala. Dr Ferdynand Krauss wytłumaczył staroście, że nic nie może pomóc, gdyż jego żona już nie żyje.  Samochody odjechały spod szpitala, a po kilku dniach pochowano żonę starosty na miejscowym cmentarzu, w kwaterze grobów niemieckich.
           Jako odwet za śmierć żony starosty opatowskiego 25 maja 1944 roku przywieziono z aresztu w Ostrowcu 74 więźniów - w większości mieszkańców powiatów opatowskiego i sandomierskiego. Część z nich 15-19 ( dane niepewne) rozstrzelano w Haliszce, skąd dokonano napadu na samochód starosty, a pozostałych 55 przywieziono do Ujazdu i tam ich rozstrzelano pod murem zamku.


Fragment murów zamku, przy którym rozstrzelano aresztantów

Po egzekucji oprawcy zażądali od władz wsi i właściciela dworu, by wyznaczyli ludzi do kopania zbiorowego grobu i pochowali w nim rozstrzelanych. Grób wykopano w niewielkiej odległości od murów, gdyż obok muru w podłożu była twarda skała. Rozstrzelanych nie układano w równych rzędach, lecz wrzucano do grobu, tworząc prawie trzy warstwy ciał. Grób przysypano ziemią.
Lotem błyskawicy rozeszła się wieść o egzekucji i już pierwszej nocy przyjechała część rodzin, by odszukać zwłoki bliskich. Pomoc ofiarowali także mieszkańcy wsi i pracownicy dworu ci sami, co kopali grób. Nikt z rozmówców nie potrafił mi wyjaśnić, jakimi drogami wieść o egzekucji rozeszła się po okolicy. Nie było wtedy prywatnych telefonów, więc być może świadkowie pojechali na rowerach i dali znać o egzekucji do sąsiednich miejscowości, a mieszkańcy ich wiedząc, że w areszcie ostrowieckim znajdują się w ich bliscy przybyli by ich odszukać i godnie pochować w poświęconej ziemi.
Zaopatrzeni w latarki i łopaty, przywieźli ze sobą prowizoryczne trumny. Ziemię rozgarniali rękami, by nie uszkodzić ciał pomordowanych. Aresztanci zostali zabici strzałami w głowę, więc niektórzy mieli roztrzaskane czaszki i nie mieli twarzy. Rozpoznawano ich po znakach szczególnych, o których pamiętali. Gdy odgrzebano zamordowanego, w którym nie rozpoznano członka rodziny, przesuwali jego zwłoki, by sięgnąć w głąb mogiły.
 3 noce trwały ekshumacje. Gdy nie odnaleziono poszukiwanych w grobie pod murami zamku, kontynuowano poszukiwania w Haliszcze.
        Jednak nie wszystkich rozstrzelanych poszukiwano, rozpoznano i wywieziono z Ujazdu.  
W pobliżu miejsca egzekucji w ubiegłych latach była ziemna mogiła otoczona drewnianym płotkiem zwieńczona drewnianym krzyżem. Obecnie postawiono krzyż kamienny, a na płycie umieszczono napis, informujący, że tu spoczywają zwłoki 19 Polaków, straconych w czerwcu 1944 roku, których nikt nie szukał. Pozostali tu na zawsze.
 

Mogiła 19 bezimiennych Polaków.                       

W Haliszcze dokonywano ekshumacji i jak opowiadali starzy mieszkańcy Ujazdu i Haliszki, zwłoki wszystkich tu rozstrzelanych zabrali członkowie rodzin.
Latach 70 –tych ubiegłego wieku miejsce to upamiętniono, jako dowód zbrodni na Polakach
Trudno po latach odtworzyć odległe fakty. Pamięć ludzka zatarła - wraz z upływem czasu wiele szczegółów.  Odeszło na zawsze wielu świadków tamtej tragedii. Stąd zapewne na obelisku w Haliszce, wiele lat po egzekucji podano, że tu rozstrzelano 64 zakładników. Tak zapisali twórcy owego miejsca pamięci, nie dodając ilu ich rozstrzelano w Ujeździe i Haliszcze.



Miejsce pamięci w Haliszcze.

W sprawie egzekucji w Ujeździe jest wiele niedomówień i sprzecznych relacji.   Piotr Matusak w książce „Ruch oporu na ziemi opatowsko - sandomierskiej w latach 1939 – 1925” na stronie 830 pod datą 24 kwiecień 1944 informuje:
„Oddział NSZ z Mydłowa dowodzony przez Gołębiowskiego „Czołga”, koło wsi Ujazd ostrzelał samochód starosty. Zginęła jego żona, a starosta i agronom zostali ranni. Zastępcę Hermesa wzięto do niewoli.”
Informacja wydaje się mało prawdopodobna. Gdyby oddział „Czołga” ostrzelał samochód starosty opatowskiego, zapewne nie oddałby pojedynczego strzału, lecz użyłby broni automatycznej i jedna seria zabiłaby wszystkich uczestników wyprawy do Ujazdu.  Bliższe prawdy są opowieści mieszkańców, że w Haliszcze, samotny młody strzelec oddał jeden, lub dwa strzały do przejeżdżającego samochodu. Jego celem nie była starościna, lecz przejeżdżający niemiecki samochód. Mówi się, że któryś z ojców ze zgrupowania partyzanckiego dał młodemu synowi broń, by sobie w lesie ćwiczył strzelanie.
W „Rejestrze faktów i zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945” wydanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości w 1984 roku, na stronie 241 znajdują się 2 notatki informujące, że w Ujeździe były dwie kolejne egzekucje: 25 i 26 maja 1944.
    Druga egzekucja nie mogła być wykonana następnego dnia. Zbiorowy grób był rozkopany. Rozgarnięta ziemia odsłaniała, nieekshumowane jeszcze zwłoki. 26 czerwca przypadało święto kościelne Zielone Świątki. Kościół parafialny zgromadził niemal wszystkich parafian i wszyscy płakali, wspominając wczorajszą brutalną egzekucję, która pozbawiła życia tylu młodych Polaków. Modlili się gorąco o spokój ich dusz.
    W „Rejestrze faktów i zbrodni……” odnalazłam 8 nazwisk zamordowanych w tym 4 nazwiska rozstrzelanych z Mychowa:. Barański Stanisław syn Jana urodzony w 1912 roku, Haczyk Zdzisław syn Stanisława, Jasiak Marian syn Józefa urodzony w 1913 roku, Rydlak Józef syn Jana urodzony w 1914 roku.
    Odnotowano tam także 4 nazwiska zamordowanych z Postronnej. Byli to: Jan Toś, Jan Jaworski ojciec lat 47, Walenty Jaworski jego syn i Florian Zarzycki lat 26
25 czerwca 1944 roku okupanci pozbawili życia 74 młodych Polaków. Odnotowano tylko 8 nazwisk, a działania wojenne na Przyczółku Sandomierskim pozbawiły pozostałych tożsamości. Zaginęła, bowiem księga aresztu ostrowieckiego, gdzie odnotowano ich nazwiska.
Aleksander Toś z Postronnej po 1945 roku zapisał się do Związku Bojowników  o Wolność i Demokrację i był czynnym członkiem tej organizacji. Przez wiele  lat starał się  o wystawienie w miejscu rozstrzelania obywateli Polskich  pod murami ruin zamku w Ujeździe tablicy upamiętniającej nazwiska pomordowanych. Zwracał się o pomoc do wszystkich szczebli ZBOWIOD-u, Zarządu Głównego, Zarządu Powiatowego, by taka tablica powstała. Nie mogła powstać, bo nie znano ich nazwisk. Aleksander Toś powtarzał z uporem: ich  nazwiska zostaną zapomniane.”
Księgi tej nie odnalazł także  Instytut Pamięci Narodowej, który rozesłał kwerendę do wszystkich  instytucji gromadzących dokumenty z czasów II Wojny światowej. Nie było w nich księgi ostrowieckiego aresztu
Być może poszukiwana księga aresztu znajduje się w prywatnych rękach tak, jak analogiczna księga aresztu w Opatowie. Nie jest moim zamiarem odzyskanie księgi, lecz pragnęłabym uzyskać tylko kserokopię jej strony z datą 25 czerwca 1944 roku. Zmordowani Polacy odzyskaliby tożsamość.

Tekst powstał w 1998 roku

25 czerwca 2023 roku minie 69 lat od zamordowania Polaków w Ujeździe

Aleksandra Gromek Gadkowska
4 kwietnia 2013