Gadkowski.pl

HISTORIA BRAMY WARSZAWSKIEJ W OPATOWIE

inne publikacje

HISTORIA BRAMY WARSZAWSKIEJ W OPATOWIE


Brama Warszawska jest fragmentem potężnych niegdyś kamiennych murów obronnych, zbudowanych na polecenie właściciela miasta Krzysztofa Szydłowieckiego w I połowie XVI wieku. Do naszych czasów przetrwały tylko 2 dolne kondygnacje potężnej, wysokiej niegdyś wieży bramnej, usytuowanej przy brodzie, na szerokiej niegdyś rzece Łukawie. Ta wieża bramna jest drugim z kolei obiektem obronnym usytuowanym w tym samym miejscu co jej poprzedniczka.


Pierwsze mury obronne wokół Opatowa zbudowano w I połowie 14 wieku. Gdy właściciel dóbr opatowskich biskup lubuski Stefan, około 1317 roku zamienił z członkami Kapituły Kolegiaty św. Marcina w Opatowie swoją wieś Marcinkowice na place przy budowanej kolegiacie. Miało tu powstać nowe, duże targowisko po zlikwidowaniu targowiska na Żmigrodzie.
Zakupione od kanoników place usytuowane były na prawym, stromym brzegu Łukawy a oddzielał je od własności kościoła św. Marcina głęboki jar.
Dokonano pomiarów gruntów, wytyczono plac targowy, ciągi ulic (których układ przetrwał do dziś) i wyznaczono działki pod budowę domów, warsztatów rzemieślniczych i rozprzedano je. 
Czasy były niespokojne, więc zadbano o bezpieczeństwo powstającego targowiska. Otoczono je wysokim, drewnianym murem obronnym, w którym zamknięto także kolegiatę św. Marcina z cmentarzem przykościelnym. Zatrudniono wielu drwali, którzy w pobliskich lasach wycinali drzewa i wielu woźniców, który przywozili budulec na plac budowy. To zapewne wówczas wycięto większość lasów w okolicy Opatowa, choć jeszcze w XII wieku Wyżyna Sandomierska pokryta była   lasami o charakterze parkowym. Domyślam się, choć nie ma na to dowodów, że biskup Stefan sprowadził ze Śląska fachowców, biegłych w budowaniu fortyfikacji. To oni dyktowali miejscowym robotnikom jak układać bale wzdłuż i w poprzek, jak umacniać powstający mur przysypując wolne przestrzenie gliną.
Żadne tarany nie mogły rozkruszyć grubej, ziemno drewnianej konstrukcji. Budowa wałów trwała kilka lat.
Mury miejskie obejmowały prostokąt obejmujący około 12 hektarów gruntu. Od strony zachodniej biegły przez miejsce gdzie obecnie stoją stare plebanie, aż do obecnej ulicy Starowałowej. Południowy odcinek murów biegł ulicą Starowałową. Wschodnia część murów to odcinek od Starowałowej, przez miejsce gdzie obecnie stoją budynki Urzędu Miasta i starej poczty, aż poza ulicę Szewską. Północny odcinek murów biegł poza ulicą Szewską (obecnie 16 Stycznia) aż do obecnej Bramy Warszawskiej. W każdej stronie prostokąta murów zbudowano wysokie, obronne wieże bramne. Nikt już nie potrafi określić ich usytuowania. Możemy tylko domniemywać że brama wschodnia otwierała się na trakt sandomierski, zachodnia na trakt Łagowski, południowa - prawdopodobnie na funkcjonujący wówczas trakt lubelski.  Od strony północnej jedynym możliwym miejscem usytuowania bramy był końcowy odcinek jaru, oddzielający własność biskupa lubuskiego od własności kapituły.
Nigdy nie  dowiemy się  jak wysokie były drewniane mury obronne. Możemy spekulować, że ich wysokość to  10 metrów, a bramy wysunięte przed mur obronny były dużo  wyższe. To na ich szczycie dyżurowali obserwatorzy, lustrujący okolicę, czy do grodu podąża karawana kupiecka, czy grupa najeźdźców. Karawana kupców wpuszczana była do grodu, a w wypadku, gdy spostrzeżono grupę chciwych zdobyczy najeźdźców zamykano  bramy, a na  szczytach muru  zjawiali się obrońcy. Ukryci w niewielkich strażnicach, utrudniali najeźdźcom wdarcie  się na mury po przystawianych drabinach. Odpychali osękami przystawiane drabiny, siali deszcz strzał z kusz i łuków, miotali z proc kamienie i lali  na nich  gorącą smołę. Obrońców wspierali  przebywający wówczas  w mieście zamożni kupcy, lękający się o swój dobytek  przywieziony  na sprzedaż .
Nie wiadomo ile napadów odparli dzielni obrońcy grodu. Na pewno wiele. Ale  nie ma wzmianki w historii miasta, że najeźdźcy wdarli się  za mury miejskie i zrabowali dobytek mieszczan i kupców. 
Nowe targowisko, otoczone mocnymi murami szybko się rozwijało. W miarę upływu lat,  stało się ważnym punktem na mapie ówczesnych szlaków handlowych.

W początku XVI wieku okres prosperity miasta zakończył się dramatycznie. W roku 1500 miasto otoczył czambuł tatarów krymskich. Po zburzeniu Lublina przekroczył Wisłę i spustoszył Sandomierz i Opatów. Historycy nie piszą czy najeźdźcy przedarli się przez mury miejskie, gdyż w historii pojawiłyby się wzmianki, że miasto zostało spalone.  Jednak najeźdźcy zrabowali dobytek przedmieszczan, którzy wybudowali domy poza murami a młodych wzięli w jasyr.
O roku 1502 roku pojawiły się w historii Polski dramatyczne doniesienia: „… Co tylko  po pierwszym zniszczeniu mieszczanie zaczęli się zapomagać, kiedy Tatarzy w liczbie 30.000 powtórnie napadli na ziemię Podlaską i Ruską, a przeprawiwszy się przez Wisłę Opatów, Łagów i Kunów spalili, starców i dzieci wyrżnęli, a lud zdolny do pracy w jasyr wzięli…” (Albertrandi).
„…W niedzielę, przed św. Michałem nieprzyjaciel imienia chrześcijańskiego Tatarzy, milczkiem. gdy nikt się nie spodziewał, najechali ziemię podolską i sandomierską. Przez 3 dni oblegali klasztor, gdzie znalazła schronienie okoliczna ludność i księża diecezjalni, ale go nie zdobyli…” (Chądzyński)
Najeźdźcy przedarli się za mury miejskie. Zrabowali dobytek mieszczan, opróżnili magazyny kupców i rzemieślników, starców i dzieci bez wyjątku mordowali, a młodych zdolnych do pracy wzięli w jasyr.
Tatarzy nie ograniczyli się tylko do miasta. Zrabowali także  domy przedmieszczan. Spłonęły wówczas ratuszki Dziekanii i Kantorii. Dlatego też Marian Trojan, pisząc w 1934 roku pracę doktorską „Z dziejów sądownictwa Wielkiego Opatowa”, rozpoczął ją od  końca  XVI wieku, gdyż wcześniejsze  dokumenty Urzędu Miasta, Dziekanii i Kantorii spłonęły. (Marian Trojan używał słowa „ratuszek” by nazwać ratusze  Dziekanii i Kantorii)
Nie dowiemy się nigdy ilu mieszczan poniosło śmierć w czasie, gdy przez 4 dni najeźdźcy plądrowali miasto. Nazwisk zamordowanych nie odnotowano,  zostali bezimienni. Także liczba wziętych w jasyr nie jest znana. Jednak gromadka mieszkańców ocalała. Przedmieszczanie, którzy odbudowali domostwa i zagrody poza murami miasta po pierwszym napadzie, na wieść o zbliżającej się nawale, zdążyli się schronić za murami obronnymi klasztoru oo bernardynów, który przetrzymał natarcie ordy. Zapewne niektórzy kupcy i rzemieślnicy schronili się w najgłębszych zakamarkach sieci podziemnych piwnic, w które Tatarzy bali się zapuszczać. Uratowali życie, choć stracili cały majątek. Przez 150 lat mieszczanie odpierali wiele napadów. Wobec tak licznych najeźdźców musieli ulec.
Gdy orda odeszła, miasto przedstawiało żałosny widok. Dopalały się domy, które Tatarzy podpalili odchodząc. Na ulicach leżały zwłoki pomordowanych, błąkali się wśród zgliszcz lamentujący, ocaleni mieszkańcy.
Właściciele miasta biskupi lubuscy nie mieli zamiaru odbudowywać miasta, z którego przez wiele lat czerpali wielkie korzyści. Przez kilka lat w spalonym Opatowie nic się nie działo. Cudem ocaleni mieszczanie próbowali odbudowywać spalone domy, by znaleźć schronienie przed zimnem i deszczem. Wreszcie około 1512-13 roku biskupi lubuscy wydzierżawili dobra opatowskie marszałkowi koronnemu Stanisławowi z Chodcza, który ze swych dóbr zaopatrzył rolników w ziarno na siew.
Ostatni dziedzic dóbr opatowskich biskup lubuski Teodoryk sprzedał Dobra Opatowskie kanclerzowi wielkiemu koronnemu Krzysztofowi Szydłowieckiemu za 10.000 florenów. Umowę podpisano 10 października 1514 roku.

Nowy właściciel zapragnął mieć własne miasto, a odbudowywanej kolegiacie przygotować okazałe mauzoleum dla siebie i swojej rodziny. Nie żałował pieniędzy: zatrudnił sztab fachowców: murarzy, tynkarzy i malarzy do prac przy odbudowywanej kolegiacie. Udzielał pożyczek rzemieślnikom i kupcom by odbudowywali swoje warsztaty i sklepy. Postanowił też zabezpieczyć swoje miasto budując nowe mury obronne z kamienia łamanego. Z pobliskich kamieniołomów ciągnęły karawany zaprzęgów zwożących materiał na budowę. Właściciel postanowił zwiększyć obszar miasta. Miał ograniczone możliwości. Mógł je powiększyć od strony wschodniej i mur miał przebiegać w miejscu, gdzie dziś jest ulica Nowowałowa. Od strony południowej miał większe możliwości, gdyż teren był płaski i powiększył miasto aż poza ulicę Starowałową, ale gdzie sięgały mury nie dowiemy się już nigdy.  Ich miejsce usytuowania zatarła działalność gospodarcza kolejnych pokoleń rolników.
Do miasta wiodły 4 bramy wjazdowe w wysokich wieżach obronnych. Do naszych czasów dotrwała tylko 2  dolne kondygnacje wieży bramnej tzw. Brama Warszawska.  Nie będziemy wiedzieli jak była wysoka i ile kondygnacji miała pierwotnie.
Brama wiodąca do miasta jest niewielka. Ułatwiało to obronę, a utrudniało wtargnięcie napastników. Możemy się tylko domyślać, że zamykały bramę potężne wrota, ale ślad po ich zamocowaniach został zatarty podczas kolejnych remontów lica bramy.
Ogromne były zasługi Krzysztofa Szydłowieckiego dla Opatowa. Dysponując wielkimi prywatnymi funduszami, stworzył miastu szansę szybkiego rozwoju. Miasto z niej skorzystało i zasłużyło z czasem na miano Wielkiego Opatowa.

Okres prosperity miasta zakończyły wojny szwedzkie w latach  1655 - 1660. Wojska króla szwedzkiego Karola X Gustawa zniszczyły Opatów. Prócz nakładanych kontrybucji i oficjalnych rekwizycji na rzecz wojska, szwedzkie wojska rabowały jakby dwutorowo: część żołnierzy rabowała skarbce i przedmioty kultu obydwu kościołów. Te zdobycze miały wzbogacić skarb królewski. Rajtarzy szwedzcy rabowali na własną rękę wszystko, co spotkali w domach mieszczan, by swe domostwa, w bardzo ubogiej wtedy Szwecji wzbogacić i ozdobić. Gdy ktoś stawał w obronie swej własności brutalnie go mordowano.
Sytuacja mieszkańców ziemi opatowskiej pogorszyła się jeszcze, gdy na ziemię opatowską w lutym 1657 roku wkroczył książę Siedmiogrodu Jerzy Rakoczy z 20.000 tysiącami żołnierzy.  Działalność wojsk Rakoczego trwała tylko pół roku, lecz dokończyła dzieła zniszczenia miasta i ziemi opatowskiej.
Spadkobiercy hojnego kanclerza, kolejni właściciele Opatowa, nie dbali o niszczejące mury obronne. Przestały mieć znaczenie w obronności miasta. Władze miasta nie zamykały bram, gdy przez Polskę, a więc i przez ziemię opatowską maszerowały wojska w kolejnych konfliktach zbrojnych.
Niszczone przez deszcze, wiatr i mrozy kamienne mury groziły zawaleniem. Władze miejskie starały się podpierać go skarpami, by waląc się nie zniszczyły domów miejskich. Gdy jedna przypora wzmacniająca mur okazała się mało skuteczna, wzmacniano ją następną. Lessowe podłoże nie było i nie jest stabilne.
W Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego pod redakcją Bronisława Chlebowskiego wydanym w 1888 roku w haśle „Opatów” jest interesująca wzmianka. „ z trzech stron sterczą dotąd szczątki opasujących murów, a że przez miasto kilka głównych przechodzi gościńców, wjeżdża się przeto bramami: Krakowską, Sandomierską Lubelską i Warszawską…”
W końcu XIX wieku mury obronne miasta przestały istnieć. Nie zniszczyli ich oblegający miasta wrogowie. Zlikwidowali je sami mieszkańcy Opatowa. Pożary często niszczyły domy mieszczan. Łatwiej było  sięgać po kamień z rozpadającego się muru na fundamenty nowych  domów, niż przywozić go z odległych kamieniołomów.
Ślady po murach i bramach zatarła wieloletnia działalność gospodarcza mieszkańców.
Ocalała tylko Brama Warszawska świadek czasów świetności i upadku miasta.

Najstarszą, odnalezioną fotografię bramy warszawskiej wykonano w 1900 roku. Umieścił ją Aleksander Janowski w II tomie książki p.t. „Wycieczki po kraju”, na stronie 14.


Na ścianie bramy zachował się herb Krzysztofa Szydłowieckiego „Odrowąż” otoczony smokiem, trzymającym w pysku własny ogon. Powyżej herbu widoczny otwór strzelniczy.

Ksiądz Szymon Pióro, kanonik kolegiaty św. Marcina na pamiątkę zwycięstwa nad bolszewikami w 1920 roku, zakupił obraz Matki Boskiej Częstochowskiej w ozdobnej, szerokiej ramie. Magistrat Miasta Opatowa zezwolił na umieszczenie obrazu na Bramie Warszawskiej. Zezwolił także na oświetlenie obrazu na koszt miasta. Zapewne w tym czasie  dokonano kolejnej, niewielkiej kosmetyki ścian bramy, usuwając ślady  żelaznych umocnień wrót i innych zabezpieczeń bramy wjazdowej do miasta



Uroczystość zainstalowania obrazu na Bramie Warszawskiej odbyła się 15 sierpnia 1922 roku. Wzięły w niej udział władze miejskie i liczni mieszkańcy Opatowa.
Nie poznamy już nigdy dat dotyczących renowacji bramy w okresie między wojennym. Być może zachowały się rachunki lub notatki dotyczące prac przy bramie, ale budynek władz miejskich spłonął w 1945 roku, a w nim wszystkie dokumenty.
Brama Warszawska w czasie działań frontu na tzw. Przyczółku Sandomierskim bardzo ucierpiała. Widoczne były  na niej ubytki kamieni powstałe od uderzeń odłamków bomb i kul, którymi zasypywany był Opatów podczas półrocznych działań  Obraz Matki Boskiej także uległ zniszczeniu.

Zaraz po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku młodzi synowie pana Piątkiewicza, mającego warsztat tuż przy moście w stronę Ostrowca, wymienili stłuczone szkło obrazu i doprowadzili zniszczone oświetlenie.
W latach 60 - tych ubiegłego wieku, władze miasta zwróciły się do Konserwatora Wojewódzkiego z prośbą o zajęcie się odrestaurowaniem Bramy Warszawskiej. Znalazły się fundusze i remont się rozpoczął. Zdjęto także zniszczony obraz Matki Boskiej i oddano do pracowni konserwatorskiej.
Usunięto z lica bramy liczne ubytki kamieni, umocniono strop, uporządkowano przyziemie i otocznie bramy. Zamurowano ozdobnie wycięte w „ośli grzbiet” okienko od strony południowej.



Tak wyglądała Brana Warszawka od strony miasta  po zakończeniu robót
Przez wiele lat mur oporowy jaru od strony Kolegiaty św. Marcina przykrywała i ozdabiała gruba warstwa dzikiego wina. W latach 70 - tych ubiegłego wieku  umacniający skarpę mur groził zawaleniem. Na powyższej fotografii widoczna jest przypora, którą miała zatrzymać proces naporu wzgórza na mur oporowy. Dlatego w połowie lat 1970 przeprowadzono  prace  wzmacniające.   Zniszczono wówczas sadzonki dzikiego wina

Mieszkańcy miasta byli zadowoleni, że zabytek zostanie odrestaurowany, lecz władze miasta miały spore kłopoty. Wyższa instancja partyjna PZPR zarzuciła władzom miasta, że oddano do renowacji obraz katolicki, a religia nie cieszyła się w tych czasach sympatią władz partyjnych. Jednak znalazł się ktoś, kto przekonał odnośne władze, że obraz jest bardzo cenną pamiątką po Krzysztofie Szydłowieckim. Uwierzyli. Odrestaurowany obraz powrócił na swoje miejsce na bramie.
Przez kolejne lata wykonywano tylko prace porządkowe przy  bramie: naprawa latarni oświetlających wnętrze, ustawienie barierek, uniemożliwiający wjazd  do miasta  i okresowe  porządki przyziemia.

W latach 1977 1981 Naczelnym Konserwatorem Zabytków w randze vice Ministra Kultury został pan profesor Wiktor Zin. Jako czynny członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Opatowskiej bywał na zebraniach TPZO w Opatowie.  Jeden z projektów profesora Zina wywołał konsternację. Profesor postanowił dobudować dodatkową kondygnację bramy warszawskiej, na wzór nadbudówki na Bramie Opatowskiej w Sandomierzu.
Miejscowi działacze i władze miasta na zebraniach wyrażali wątpliwości co do planu „upiększenia” bramy. Wszak w Sandomierzu nadbudówka jest na szczycie wieży Bramy Opatowskiej, a Brama Warszawska. to tylko dolna część wysokiej niegdyś wieży,  Wojewódzki konserwator także wyrażał nieśmiały sprzeciw, lecz profesor Zin był jego zwierzchnikiem.
Wybudowano więc zaprojektowaną przez prof. W. Zina nadbudówkę nad bramą.



Nadbudówka ozdobiona została spadzistym daszkiem ze sterczynami, a prześwity między kolumienkami przeszklono.
Wybudowano schodki z ulicy, wiodące małego tarasu, gdzie zamontowano drzwi. wejściowe w dawnym otworze okiennym bramy. Schodki i tarasik zabezpieczono balustradą. Odnowiono 2 otwory strzelnicze kierowane na wschód i północ. Nie udało się odtworzyć otworu strzelniczego w kierunku zachodnim, gdyż w poprzednich wiekach dobudowano do bramy warszawskiej jeden z budynków  kapituły Kolegiaty św. Marcina. Uporządkowano też przyziemie bramy. Władze miasta projektowały urządzić  albo zalążek muzeum miasta i tam gromadzić eksponaty, lub urządzić sklepik z pamiątkami regionalnymi. Plany nie mogły być zrealizowane, gdyż pomieszczenie  odwiedzane było nocą przez grupki niesfornej młodzieży, które ją dewastowały. Wybijano okna, a raz nawet urządzono nocą ognisko.
Zamknięto więc wszelkie dojścia do niej, usuwając schodki, wiodące do tarasiku przy wejściu, a oszklone niegdyś prześwity między kolumienkami zamurowano.

Przez wiele lat władze miejskie nie podejmowały żadnych większych prac przy bramie, prócz doraźnych prac porządkowych.
Dopiero w 2003 roku burmistrz Miasta Opatowa pani Krystyna Kielisz zdecydowała się na kompleksowy remont bramy  rozłożony w czasie. W 2003 wymieniono dachówkę na przybudówce i odnowiono tynki attyki. Koszt robót wyniósł 62 tyś złotych.
W 2004 roku wymieniono sieć wodociągową, kanalizacyjną i burzową pod bramą i w jej otoczeniu, a po zakończeniu robót ziemnych wybrukowano okolice bramy ozdobną kostką brukową, umieszczając na podjeździe herb miasta. Koszty materiałów i robocizny to 383.215 złotych.
W roku 2007 wymieniono podłogę 2 kondygnacji bramy, pomalowano wnętrze. Obecne wejście do bramy wiedzie schodkami wiodącymi do kolegiaty i prowadzi wzdłuż muru cmentarza przykościelnego. Całe przejście do  zabezpiecza balustrada. Koszty robót to 18.708 złotych.



Prace remontowe prowadzone były pod nadzorem Konserwatora Wojewódzkiego.
(powyższe dane dotyczące remontu uzyskałam od pracownika Urzędu Miasta pana Jarosława Czuba, po wyrażeniu  zgody pani Burmistrz Krystyny Kielisz)

W pomieszczeniu nad bramą urządzono  punkt Informacji Turystycznej czynny w okresie od czerwca do września.
Urząd miasta zatrudnił licencjonowanego przewodnika turystycznego PTTK na Województwo Świętokrzyskie pana Marka Baradzieja. Udzielał  informacji turystom o zabytkach miasta i regionu, zachęcał do ich zwiedzania, informował  o trasach wycieczkowych i o  imprezach organizowanych w mieście. Można tu  było obejrzeć ciekawą wystawę starych zdjęć miasta,  stare foldery, wydawnictwa turystyczne i wyjrzeć na wschód i północ dwoma otworami strzelniczymi. Dyżurujący przewodnik udzieli turystom dokładnych informacji o zabytkach regionu, trasach wycieczkowych. Informował także gdzie mogą udać się na posiłek i gdzie mogą znaleźć nocleg.
Przez 2 kolejne lata Punkt Informacji Turystycznej był bardzo często odwiedzany. Po zmianie władz miejskich w 2011 roku w Punkcie Informacji Turystycznej dyżurowała jedna z urzędniczek, która udzielała informacji interesujących turystów. Jednak nie  przywrócono pierwotnego wystroju wnętrza.

                                  *  *   *   *   *   *  

Na pytane kiedy domurowano do zachodniej ściany Bramy Warszawskiej ścianę domu jednego z członków Kapituły Kolegiaty św. Marcina nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi. Można jednak snuć domysły. Być może było to w czasie, gdy mury miejskie po  wojnach szwedzkich straciły znaczenie obronne. Dworki i  inne pomieszczenia członków kapituły zostały wówczas zniszczone, więc zaczęto budować domy na wzgórzu kolegiackim od strony  północnej. Nie można było wznosić nowych domów od strony południowej, gdyż tam znajdował się cmentarz grzebalny.

Znany malarz Michał Elwira Andriolli osobiście odwiedził Opatów, z zamiarem uwiecznienia na obrazie Bramy Warszawskiej. Na swym obrazie uwiecznił kolegiatę, choć  nie ustrzegł się kilku nieścisłości. Pod okapem narysował ozdobny fryz, którego tam nie było. Tam  jest gładki pas tynku, którymi zaznaczono podniesienie  wysokości nawy podczas remontu Kolegiaty przez Krzysztofa Szydłowieckiego w połowie XVI wieku. Na sygnaturce nie  było i nie ma prześwitów.

 
Malarz sportretował tylko ruiny  2 domów na wzgórzu kolegiackim, choć wiadomo z innych przekazów, że  było tam ich kilka i przetrwały  przez wiele lat. W roku 1872 nie były jeszcze zniszczone. Malarz musiał je widzieć podczas pobytu w Opatowie, ale ich nie umieścił na obrazie. Czy ten ciemny pas w dołu rysunku obok 2 niewielkich postaci nie jest fragmentem muru obronnego, który – być może - zbudowano, aby zapewnić bezpieczeństwo domom kapituły? Gdyby zajrzeć pod cienką warstwę traw wzdłuż  linii zachowanych pni wyciętych drzew, można by uzyskać pewność, że ów hipotetyczny mur istniał, gdyż do tych drzew biegła w owym czasie granica własności kapituły.
Obraz Michała Elwiry Andriolliego jest piękny i bardzo efektownie wygląda  oprawiony w dyskretne  ramki. Nie należy go jednak traktować jako dokumentu ilustrującego okolicę Bramy Warszawskiej w 1873 roku.
 Nie ma notatek który z członków Kapituły Kolegiaty św. Marcina zajmował określony dom. Używano ich zapewne do 1804 roku, gdy cmentarz grzebalny przy kościele został przeniesiony na wzgórze cmentarne. Wówczas zbudowano 2 budynki starych dziś plebanii,  przy ulicy dziś Kapitulnej,  drewniany dom który usytuowany był na miejscu nowej, współczesnej plebanii i dom  przy północnym murze  ograniczającym cmentarz przykościelny. W nim podczas okupacji odbywały się egzaminy do klas tajnego nauczania.
Na mocy ukazu cara Aleksandra II z 26 grudnia 1865 roku przeszedł na własność  państwa wszelki majątek kościelny w Królestwie Polskim. Kapituła kolegiacka utraciła wówczas 756  morgów ziemi.  Zatrzymała 6 morgów  i 4 domy. W zamian za utracone ziemię członkowie kapituły otrzymywali pensje rządowe w wysokości 500 rubli miesięcznie.
Także w okresie międzywojennym  od 1928 roku do 1939 roku członkowie kapituły otrzymywali także rządowe miesięczne  pensje w wysokości 272 złotych.
Opuszczone domy na wzgórzu kolegiackim niszczały, lecz przetrwały do 1926 roku.


Na prezentowanej powyżej pocztówce widoczne są dachu domów, a ich kształty zasłaniają drzewa.

Na pytanie kiedy rozebrano zniszczone, przez lata nie remontowane domy duchownych - nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Od 2 opatowiaków uzyskałam  informacje, że w jednym z domów podczas okupacji był magazyn środków opatrunkowych i leków zgromadzonych tam na wypadek wojny. Nie poinformowano mnie kto ów magazyn zorganizował i czy  z niego korzystano w czasie, gdy szpital  św. Leona w Opatowie podczas wojny borykał się z trudnościami finansowymi.
Domy kapituły przetrwały okupację, choć niektóre  mogły być zniszczone przez bomby i pociski , które spadły na miasto podczas wojny.

W którym roku pojawili się na wzgórzu kolegiackim robotnicy  i kiedy zaprzęgi konne wywoziły, cegły z kominów, zmurszałe drzewo z krokwi i gruz z rozbieranych domów? Pozostawiono tylko kamienie, a może ich część. Jednak nie  usunięto podmurówek.                            Wystarczy przechodząc po stromiźnie wzgórza czubkiem bucika  poruszyć cienką warstwę traw, by je odkryć.


Andrzej Klimont 18 VII 2011 rok

W którym roku z pozostałych kamieni  utworzono konstrukcje nieforemnych prostokątów, a  ich ściany otynkowano ? Jeden z opatowiaków utrzymuje że było to w latach 1978-1979 kiedy nadbudowano nad bramą lekką, ażurową konstrukcję, i wówczas (prawdopodobnie) na koszt miasta uporządkowano zachodnią okolicę Bramy Warszawskiej, miejsce po dawnych domach. Jednak inni rozmówcy ten informacji nie potwierdzili


Andrzej Klimont 18 VII 2011 rok

Otynkowano tylko  konstrukcje brył w pobliżu bramy. Pozostałe kamienie ułożono w pryzmy, które nie zostały otynkowane. Porastają je mchy i trawą.

Czy ktoś z czytelników może  sprostować lub uzupełnić moje  informacje  ?

Opracowała  Aleksandra Gromek Gadkowska
23 lutego 2012