Gadkowski.pl

HISTORIA CMENTARZA ŻYDOWSKIEGO W OPATOWIE

inne publikacje

HISTORIA CMENTARZA ŻYDOWSKIEGO W OPATOWIE
        

Kanclerz Wielki Koronny Krzysztof Szydłowiecki w 1514 roku odkupił w 1514 roku od Biskupów Lubuskich - poprzednich właścicieli – „Dobra Opatowskie”: - miasto Opatów i 17 wsi. Nowy właściciel - najbogatszy magnat w Koronie - wiele uwagi i pieniędzy poświęcił miastu. Zatrudnił grupy rzemieślników odbudowujących spaloną kolegiatę i budujących nowe kamienne mury obronne.
Do miasta przybywali mieszkańcy ocaleni z pogromu w 1502 roku, ci co schronili się w obronnym klasztorze oo bernardynów, lub byli nieobecni w czasie najazdów.

Krzysztof udzielał pożyczek na odbudowanie domów i warsztatów. Zezwolił także osiedlać się w swoim mieście kupcom i rzemieślnikom żydowskim. Gdy domy zostały odbudowane i powstały sklepy i zakłady rzemieślnicze, zwolnił ich na kilka lat z podatków, by pierwsze zyski przeznaczali na ich rozwój.

Zmarli wyznawcy judaizmu nie mogli być grzebani na cmentarzach katolickich, usytuowanych wówczas na cmentarzach przykościelnych. Więc po kilku latach, gdy ukształtowała się grupa kahalna, nowy właściciel miasta zezwolił wyznawcom religii judaistycznej wybudować synagogę. Zakupiono wówczas niewielką działkę, znajdującą się na terenie niezabudowanym w odległości około 1 kilometra na wschód od nowo budowanych kamiennych murów obronnych, z przeznaczeniem na kirkut.
W miarę upływu lat cmentarz żydowski powiększano. i z czasem otoczono go murem z kamienia łamanego, a częściowo z cegły. Mur zamykał prostokąt o powierzchni 3 hektarów i 88 m2
Nie odnalazłam wzmianki, w którym roku - czy wieku - ów mur zbudowano.


Gwiazda Dawida
symbol judaizmu



Poza ogrodzeniem, który niegdyś oddzielał zabudowania cmentarne od ulicy Partyzantów, znajdował się dom przedpogrzebowy zapewne zbudowany w czasie, gdy zakupiono działką na cmentarz. Obok znajdował się niewielki budynek, w którym mieszkał strażnik kirkuta z rodziną. Do jego obowiązków należało otwieranie i zamykanie bramy gdy odbywał się pogrzeb i który dbał, by cmentarz nie zarósł chwastami i krzewami.
Dom przedpogrzebowy (odpowiednik katolickiej kostnicy) był ostatnim przystankiem ziemskiej drogi zmarłego, przed oddaniem jego zwłok ziemi, gdzie miały oczekiwać na skończenie świata.         
 Pogrzebami Żydów zajmowało się bractwo pogrzebowe (chewra  kadisza),   samodzielna organizacja działająca przy bożnicy. Należeli do niej nie tylko Żydzi z Opatowa, ale również starozakonni z sąsiednich miast. Do ich obowiązków należało zorganizowanie pogrzebu. Pobierali od rodziny zmarłego opłatę za pogrzeb i zatrudniali - zapewne stałe w Opatowie – osoby znające i przestrzegające czynności rytuału pogrzebowego.  Przenosili oni zmarłego na noszach z mieszkania do domu przedpogrzebowego.  Dokonywali ablucji zmarłego i układali go w trumnie. Trumna powinna być z nieheblowanych desek i nie używano do jej złożenia gwoździ. W jej dnie znajdowały się niewielkie otwory, by ciało zmarłego stykało się z ziemią. Przygotowane do złożenia w grobie zwłoki owinięte całunem wynoszono w zamkniętej trumnie na cmentarz. Poza bramą muru cmentarnego, który znajdował się kilka metrów od domu przedpogrzebowego  oczekiwali  członkowie rodziny i przyjaciele  zmarłego. Ze śpiewem psalmów podążano do wykopanego grobu, gdzie odmawiano kadisz – modlitwę za zmarłych. Po zakończeniu ceremonii i ukształtowaniu ziemnej mogiły uczestnicy pogrzebu opuszczali kirkut drugą z bram usytuowaną przy ulicy Straconych (obecnie ulica Kopernika) Zamożniejsze rodziny umieszczały na grobie członka rodziny w rocznicę jego śmierci macewę - pionową płytę nagrobną z epitafium zmarłego w języku hebrajskim. 

       W okresie międzywojennym w Opatowie mieszkało około 5.000 osób narodowości żydowskiej.  Dwie południowe ulice miasta: Wąska i Szeroka tradycyjnie zamieszkiwali Żydzi. Posiadali tu parterowe domy i piętrowe kamienice, w których mieszkały rodziny żydowskie. Właściciele wynajmowali także mieszkania katolikom.
Żydzi mieszkali także w domach przy innych ulicach miasta, ul. Łagowskiej, ul. Straconych i w domach przy Placu Wilsona.(obecnie Plac Obrońców Pokoju). (Przed 1939 rokiem ul Szeroka nosiła nazwę Berka Joselewicza, w czasie okupacji przemianowano ją na Juden Strasse.)
    Na przełomie 1939 - 1940 roku okupacyjne władze niemieckie rozpoczęły organizowanie getta. Jednym z pierwszych zarządzeń niemieckiego starosty Otto Rittera był nakaz przeniesienia Żydów z innych ulic do domów przy ul. Wąskiej, Szerokiej i Zatylnej. (Nazwy aktualne). Katolicy mieszkających przy tych ulicach zostali przekwaterowani do domów opuszczonych przez Żydów.  W 1940 roku deportowano do Opatowa Żydów z innych miast.   Dotarł tu także transport Żydów z Wiednia. Przybyli z całymi rodzinami. Rozlokowano ich w opuszczonych mieszkaniach przy ulicy Starowałowej i Zatylnej. Wówczas liczba ludności żydowskiej w Opatowie wzrosła do 7.000
Kolejnym zarządzeniem starosty powołano Radę Starszych – Judenrat. Składała się z kilkunastu zamożnych wykształconych Żydów, cieszących się poważaniem wśród mieszkańców. Oni mieli organizować codzienne życie getta: każdy z nich otrzymał inne zadanie: obowiązek zaopatrywania mieszkańców w żywność, organizowanie służby zdrowia i nadzór nad pochówkami. Dysponując spisem ludności wyznaczali młodych Żydów do prac w obozach pracy, kopalniach i fabrykach. Podlegali bezpośrednio władzom okupacyjnym. Zakwaterowano ich w domu pana Płódowskiego, w pobliżu remizy strażackiej.
        Powołano także żydowską policję porządkową Judenpolizai składającą się z młodych żydów, ubranych w granatowe mundury i uzbrojonych w gumowe pałki. Mieli utrzymywać porządek w mieście. Zakwaterowano ich w budynku starej elektrowni.

Po powołaniu Judenratu wszystkie sklepy należące do Żydów zostały otwarte i miały licznych klientów. W sklepach spożywczych kupowano żywność dla rodzin, w sklepach łokciowych uzupełniano potrzebną odzież. Zostały także otwarte wszystkie zakłady rzemieślnicze i hurtownie drzewa i węgla. Nie handlowano mięsem, z powodu zakazu uboju rytualnego i zbożem, gdyż wysokie kontyngenty nałożone na rolników spowodowały jego brak nawet na „na czarnym rynku” Członkowie Judenratu uzupełniali braki - za zgodą starosty - z dostaw RGO. Mieszkańcy getta, jak mieszkańcy Opatowa otrzymywali także kartki na żywność, które mogli wykupić w określonych sklepach.
Wszyscy mieszkańcy getta nosili na rękawie opaski z gwiazdą Dawida. Takim samym symbolem oznaczono wszystkie warsztaty i sklepy. Ulicę patrolowali członkowie policji żydowskiej, lecz oni nie zachowywali się brutalnie wobec mieszkańców. Między grudniem 1939 roku a styczniem 1942 roku nie zastrzelono, ani nie pobito w getcie ani jednego Żyda. Zwiększona ilość z egzekucji rozpoczęło się 31 stycznia 1942 roku.

Mieszkańcy mieli także zapewnioną opiekę medyczną. Na podstawie specjalnego pozwolenia Kreishauptmana z dnia 16 lipca 1940 roku powstało Towarzystwo Ochrony Zdrowia. Urządzono ambulatorium dla ubogiej ludności. Organizowano wizyty domowe, Pielęgniarki wykonywały iniekcje i opatrunki. Przy ambulatorium urządzono także laboratorium analityczne. Z apteczki wydawano pacjentom przepisane leki. Kupowano je na „czarnym rynku” i od aptekarzy z sąsiednich małych gett, którzy mieli zapasy leków.
Do obowiązków członków T.O.Z. narzuconych przez władze niemieckie, należało prowadzenie akcji higieniczno-sanitarnej.  W grudniu 1940 roku zorganizowano Kolumnę Sanitarną. Jej członkowie kolejno odwiedzali przeludnione mieszkania: sprawdzano czystość i zalecano mycie podłogi, wietrzenie pościeli czy pranie ubrań.

Po jakimś czasie sprawdzano wykonanie zleceń. W ambulatorium znalazł się piec dezynfekcyjny i fryzjer, który strzygł włosy dzieciom i dorosłym. W maju 1941 roku przeprowadzono przymusowe szczepienie na tyfus i czerwonkę wszystkich mieszkańców getta W 1941 roku zorganizowano szpitalik, w którym było początkowo 40 łóżek, by osiągnąć w 1942 liczbę 120. Leczono tu choroby internistyczne, wykonywano
operacje, a nawet odbierano porody.  Żywność, materiały opatrunkowe i uzupełniano z darów RGO.
W tej przeludnionej enklawie getta ilość zgonów znacznie wzrosła w porównaniu do lat poprzednich. Szacuje się że od początku 1940 roku do momentu opróżnienia getta zmarło około  460 osób. Umierali zarówno starsi wiekiem, chorzy na przewlekłe choroby i dzieci. Ulica Starowałowa stykała się niemal bezpośrednio z cmentarzem żydowskim, oddzielała ją wąska ulica Stadionowa (obecnie Partyzantów) Opowiadali starzy mieszkańcy ul. Straconych że pogrzeby te odbywały się zgodnie ze wskazaniami religii judaistycznej, lecz kondukty były mniej liczne i  odbywały się w ciszy. Były to ostatnie pogrzeby Żydów z opatowskiego getta, nad grobami których odmówiono kadisz  - modlitwę za zmarłych.

Getto w Opatowie zamknięto wiosną 1942 roku, rozporządzeniem starosty opatowskiego z dnia 13 maja 1942 roku. Przy wylocie ulic, które zajmowało getto ustawiono płoty i umieszczono tablice, zakazujące ich przekroczenia. Zakazu pilnowali policjanci żydowscy i żołnierze niemieccy



Zdjęcie tablicy otrzymałam od Haliny, córki dr. Józefa Ocepy,

20 października 1942 roku o godzinie 4 nad ranem obstawiono getto szczelnym kordonem, a na jego teren wkroczył specjalny oddział SS i Ukraińców, brutalnie wypędzając mieszkańców na ulicę. Pomagali im członkowie żydowskiej policji. Poganiani brutalnie gumowymi pałkami wychodzili mieszkańcy getta na ulicę skąd kierowani byli przez policję żydowską na plac zwany „targowicą”. Po 2 godzinach mieszkania w getcie opustoszały. (Relacja Willenberga) Na placu dokonano selekcji zgromadzonych Żydów. Oddzielono dość liczną grupę pracowników firmy drogowej Oemler, mieszczącej się na dawnym Stadionie Sportowym. Nie włączono także do pochodu członków Rady Żydowskiej i członków policji żydowskiej. Nie włączono ich do pochodu, gdyż byli jeszcze potrzebni: hitlerowcy mordowali Żydów, ale „brudną robotę” jak pogrzebanie zamordowanych zlecali  żydom.
O godzinie 10.00 popychani przez żołnierzy i policjantów żydowskich zgromadzeni na Targowicy Żydzi rozpoczęli wychodzić na ulicę Stadionową (Obecnie Partyzantów) tworząc czoło pochodu. Do pierwszej grupy dołączały kolejno następne, a gdy plac targowy niemal opustoszał, zajechały wozy konne podwód z
okolicznych gmin i na nie wsiedli chorzy ze szpitala żydowskiego. Długość od czoła pochodu wraz z wozami wiozącymi chorych wynosił 1 kilometr.
Szacuje się, że w drogę do stacji kolejowej w Jasicach wyszło około 6,5 tysiąca  mieszkańców opatowskiego getta. Szli środkiem ulicy, ustawieni piątkami. Niemowlęta niosły w ramionach kobiety, a starsze dzieci prowadzili za ręce członkowie rodzin. Pochód konwojowali żołnierze SS uzbrojeni w karabiny. Gdy minęli budynki Straży Pożarnej okrążyli skwer (dziś im. W Gombrowicza) i weszli na ulicę Ćmielowską (obecnie ul  1- go Maja).  
Już od początku trasy konwojenci eliminowali tych, którzy nie nadążali za pochodem: chorych, starców i kaleki. Wyciągali ich z szeregu, wrzucali do przydrożnego rowu twarzą do ziemi i pozbawiali życia strzałem w tył głowy. Przy ulicy Ożarowskiej stało kilkanaście domów i ich mieszkańcy po przejściu pochodu policzyli zabitych, leżących w rowach. Było ich trzydziestu. A. Rutkowski i Sułowski podają, ze na całej trasie z Opatowa do Jasic zastrzelono ich 300.
Po przekroczeniu granic miasta, trasa pochodu wiodła przez wsie: Adamów, Albinów i Gierczyce, a zbliżając się do Ożarowa skierowano pochód na boczną drogę wiodącą przez wieś Jasice do przystanku kolejowego. Niebawem, po przebyciu 18 kilometrów, od „targowicy” pierwsi mieszkańcy byłego getta w Opatowie znaleźli się na rampie stacji.   Zmuszano ich by wsiadali do podstawionych wagonów towarowych wysypanych wapnem, w których mieściło się nawet 120 po osób. Do stacji docelowej Treblinka dojechali po 3 dniach. W sobotę 24 października.



Budynek przystanku  kolejowego Jasice  2013 rok

Odległość stacji kolejowej z Ostrowca do Opatowa wynosi około 17 kilometrów. Tyle samo wynosi odległość od stacji w Jasicach, Szosą do Ostrowca przez Opatów do Sandomierza podążały liczne transporty z dostawami dla wojska. Stacji kolejowej w Ostrowcu nie można było otoczyć kordonem wojska, ze względu na zabudowania wokół licznych torów.
 Droga do Jasic w kierunku Ożarowa była mniej uczęszczana, a wsie leżące przy niej niewielkie. Domy  mieszkańców  Jasic  znajdowały się o wiele metrów od przystanku. Dlatego hitlerowcy wybrali   Jasice.

Ani na ścianach  budynku stacji,  ani w jej zdewastowanym wnętrzu, nie znalazłam w 2013 roku  tablicy, na której odnotowano, że Jasice były  ostatnim przystankiem  Żydów z okolicznych gett do Treblinki.

21 października wyznaczono grupę policjantów żydowskich zaopatrzonych w łopaty z poleceniem pogrzebania  leżących w przydrożnych rowach zastrzelonych Żydów. Pracowali pośpiesznie i bardzo niedbale, choć grzebali własnych współplemieńców. Obserwowali ich czynności spoza zasłoniętych firanek mieszkańcy dawnej ulicy Ćmielowskiej. W pobliżu zabitego kopali płytki dół, przyciągali tam zwłoki i  przysypywali  je cienką warstwą ziemi.

           Nie jest znana łączna liczba zamordowanych opatowskich Żydów czasie okupacji hitlerowskiej. Były to albo pojedyncze, albo kilkuosobowe egzekucje na które przyprowadzano tych Żydów, którzy „nie podobali się” esesmanom. Nie kierowano ich poza bramę cmentarza, lecz egzekucji dokonywano w okolicy domu przedpogrzebowego. Tam też zostawali pogrzebani przez członków policji żydowskiej. Przywożono także na cmentarz Żydów zastrzelonych w getcie lub poza jego terenem, by ich pogrzebać.
22 października 1942 roku dwa dni po zlikwidowaniu getta, policjanci żydowscy odkryli  pod domami 2 rodziny żydowskie ukryte w piwnicach. Jedną rodzinę zamordowano na cmentarzu katolickim, i tam pochowano. Drugą rodzinę rozstrzelano na cmentarzu żydowskim.
 Ostatnia zbiorowa egzekucja Żydów na kirkucie odbyła się w pierwszych dniach listopada 1942 roku, około 12 dni po likwidacji getta i miała przebieg dramatyczny.
Penetrując piwnice i przybudówki domów odkryto dwa zamaskowane schowki. Jedna rodzina żydowska ukrywała się przy ulicy Iwańskiej w domu Warcmana, druga w piwnicach przy ulicy Szerokiej. Obie grupy przeprowadzono na cmentarz żydowski i zamknięto  w domu przedpogrzebowym. Obecni w nim esesmani brutalnie traktowali uwięzionych. Wyładowywali wściekłość za to, że nie poszli razem z kolumną do Jasic.  Okrzyki bólu bitych kolbami i krzyki oprawców słychać było w domach przy ulicy Stadionowej. Gdy wyrzucono z pomieszczenia zwłoki zakatowanego Żyda, (relacja niepotwierdzona) uwięzieni odepchnęli strażników przy drzwiach i rozbiegli się po placu. Esesmani strzelali do nich, lecz cele były ruchome, więc nie każdy strzał był celny. Obserwatorzy egzekucji podają, że było ich kilkadziesiąt. 
Zamieszanie trwało kilka lub kilkanaście minut. Skorzystała z niego Warcmanowa uciekając przez bramę kirkuta. Dotarła do Sandomierza, ale i ona została tam zamordowana.
Po kilkunastu minutach zastrzelono wszystkich. Grupa policjantów żydowskich pochowała ich  w miejscach, na którym leżały  zwłoki.
Po zlikwidowaniu gett w pobliskich miejscowościach, w Sandomierzu utworzono „wtórne getto”. Zgromadzono w nim młodych Żydów wcześniej skierowanych do pracy w Hucie Ostrowiec, przy budowie dróg i mostów z firmy Oemler na „Stadionie”. Według informacji zgromadzono ich kilka tysięcy. Tam też wywieziono zakwaterowanych w starej elektrowni członków policji żydowskiej i członków Judenratu. Wszystkich skierowano do obozów zagłady.
Po opróżnieniu opatowskiego getta, wysocy rangą wojskowi i urzędnicy starostwa „odwiedzili” mieszkania zamożnych Żydów i zrabowali wszystkie cenne przedmioty.
W tym czasie policjanci żydowscy wynosili z zakładów rzemieślniczych cały sprzęt, a z mieszkań maszyny do szycia. W opuszczonych mieszkaniach pozostało nie wiele warte wyposażenie domowe.
Urząd Komisaryczny Zarządcy Nieruchomościami osób nieobecnych w miejscu zamieszkania, postanowił sprzedać mieszkańcom Opatowa domowy sprzęt opuszczonych mieszkań. Z oferty skorzystało wielu mieszkańców miasta: wysiedleni  z Poznania i Śląska, bezrobotni urzędnicy, ale największą grupą kupujących były wielodzietne rodziny wyrobników i bezrobotnych.
Ulicami przechodziły grupy mieszkańców dźwigając toboły pościeli, skrzynki pełne garnków i talerzy, młodsze dzieci niosły stołki i krzesła, starsze dzieci wiozły na taczkach ramy łóżek Widziałam dwukołowe wózki na które załadowano drzwi i ramy okienne, na inne toboły ubrań. Ogołocili zakupione mieszkania ze wszystkich ruchomych przedmiotów.
Nie mogłam się dowiedzieć się (w rozmowach ze starszymi mieszkańcami miasta) ile kosztował wykup jednego mieszkania. (może ktoś z czytelników pamięta) 
Gdybyśmy wiedzieli ile mieszkań sprzedano, moglibyśmy  policzyć, jaka suma zasiliła kasę starosty opatowskiego za wyposażenie mieszkań opatowskich Żydów,  których wymordowano.
Okupanci wykorzystali także budynek bożnicy


Od 1942  roku   działał tu  Punkt Skupu Jarzyn i Owoców.
Pracowałam w owym punkcie skupu przez 2 lata Dostałam przydział z Arbeitsamtu, gdyż ta praca chroniła mnie przed wywózką do Rzeszy na przymusowe roboty.
razem  było nas siedmioro. Wszyscy z przydziałem pracy. Wśród nich byli także wysiedleni z Poznania. Na piętrze do którego wiodły schody było pomieszczenie biurowe, gdzie stało 3 biurka, a na parterze był magazyn Chociaż bożnica była zewnątrz tynkowana, wewnątrz był tylko chropawy mur, gdyż skuto wszystkie ścienne malowidła religijne. Dostawcami jarzyn i owoców byli właściciele dworów i lokalni właściciele ogrodów i sadów. Przywiezione warzywa i owoce ważono i wyceniano.
Dostawca otrzymywał kwit do banku, z wymienioną kwotą, na podstawie którego bank wypłacał wymienioną należność. Pracowałam w punkcie skupu 2 lata i otrzymywałam miesięczne wynagrodzenie i te dwa lata zaliczono mi do emerytury…

Wspomina po latach pracownica Skupu.


Bibliografia:
Antoni Sułowski  - U podnóża Gór Świętokrzyskich Warszawa 1987
A. Rutkowski – Martyrologia Ludności żydowskiej w dystrykcie Radomskim (Nr   15- 16
Andrzej Żychowski  - Codzienne życie Getta w: „Ziemia Opatowska” Nr 26 str. 23.
Andrzej Żychowski – Żydowska służba zdrowia w: „Ziemia Opatowska” Nr 25 str. 4 i 18
Samuel  Willenberg – Bunt w Treblince. Respublica Warszawa 1991

Aleksandra  Gromek Gadkowska
17 sierpnia 2014