Gadkowski.pl

MARCINKOWICE k/Opatowa

inne publikacje

Wieś Marcinkowice leży w kotlinie, na dnie której płynie rzeczka zwana przez mieszkańców Marcinkówką. Bierze początek w okolicach Modliborzyc, łączy się z Opatówką przy moście na ulicy Legionów. Na jej brzegu rozsiadły się nieliczne domy i zagrody gospodarzy.

W średniowieczu ta bogata wieś należała do uposażenia biskupów lubuskich. Z czasem biskup lubuski Stefan dokonał zamiany z dostojnikami kościelnymi: oddał im wieś, w zamian za place przy budującej się kolegiacie, na których założył obecne miasto Opatów. Marcinkowice przypadły dziekanowi kolegiaty, który stworzył tu oddzielony od miasta organizm tzw. "dziekanię".

Po roku 1864 wszystkie majątki klasztorne i duchowne podległy kasacie - przeszły na własność państwa rosyjskiego. Wiele z nich było nadawanych urzędnikom i wysokim rangą wojskowym. Marcinkowice otrzymał Rosjanin graf Osten - Sacken. Naturalnie zamiast właściciela donacji, gospodarzyli na nim dzierżawcy. Pierwszym odnalezionym w archiwach tutejszym dzierżawcą był Jan Dziubani, z pochodzenia Węgier, ożenionyPraksedą Świestowską babką Edmunda Świestowskiego, właściciela apteki.

Kolejnym, odszukanym przeze mnie dzierżawcąMarcinkowic był Ignacy Chruszczyński.Urodził się w 1852 rokuw Kurozwękach. Być może był tampisarzem gminnym. Nic nie wiemy o jego przodkach, nie znamy nazwiska rodowego jego żony Wincentyny, nie znana jest także data jej zgonu. Ignacy Chruszczyński uczestniczył w życiu społeczności, bo prócz prowadzenia gospodarstwa, odnalazłam ślad jego działalnościspołecznej: był wykładowcą języka niemieckiego w pierwszej,tajnej, polskiej szkole Zofii Hennel. Zmarł w 1913 roku w Marcinkowicach i pochowano go w grobowcu rodzinnymna cmentarzu parafialnym w Opatowie.

Nie było to informacje wyczerpujące. na podstawie których można by odtworzyć życie ich właścicieli. Postanowiłam więc pojechać do Marcinkowic, by odpotomków dawnych włościanuzupełnić szczątkowe i niepełne wątki życia dawnych właścicieli dworku i folwarku. Nie wielewiedzieli. Ktoś jednak wspomniał w rozmowie,żekilka lat temu odwiedzili wieś jacyś krewni Chruszczyńskich z Warszawy. Skierowałam się tym tropem ipo powrocie do domu, w warszawskiej książce telefonicznej odnalazłamcztery numery z poszukiwanym nazwiskiem. Postanowiłam dzwonić z zapytaniem, czy jego rodzina związana jest z Marcinkowicami. Trzeci z kolei rozmówca przyznał się do związków z pod opatowskim majątkiem.

Pan Marcin Chruszczyńskiudzielił mi wiele cennych informacji na temat rodziny i życiawłaścicieli Marcinkowic. Dzięki niemu rodzina Chruszczyńskich ożyła w mej wyobraźni i mogę o niej napisać więcej. Ignacy Chruszczyńskich, (1852 - 1913) miał czterech synów i córkę: Mariana, Stefana Stanisława, Michała i Janinę.

Najstarszy Marian ukończył studia medyczne w Petersburgu. Tam założył rodzinę. Ożenił się z Michaliną Woyczyńską. Mieli 2 synów Marcina i Ignacego. Marcin podobnie jak ojciec postanowił pozostać w ZSRR na stałe. Niestety około 1938 roku zmarł w łagrze. Drugi syn Ignacy,po rewolucji w Rosji walczył wV Dywizji Syberyjskiej późniejszego generała Waleriana Czumy. Następnie skomplikowaną i okrężną drogą przedostał się do Polski i brał udział w wojnie 1920 roku. Do Polski wróciła takżepo wojnie żona Mariana Michalina. Obaj synowie Mariana, Marcin imłodszy Ignacy (1899 - 1981) przyjeżdżali w odwiedziny na wakacje z Peterburga do Marcinkowic przedI wojną światową.

Inny z synów Ignacego -Stanisław, z wykształcenia rolnik, mieszkał w okresie międzywojennym w Kowlu na Wołyniu, asyn Michał prowadził w Warszawie prywatną szkołę handlową przy ulicy Wiktorskiej. Córka Janina, wyszła za mąż za Adama Kossa profesora farmacji na Uniwersytecie Warszawskim. Najważniejszym dla naszej historii z synówIgnacego Chruszczyńskiego okazał sięStefan późniejszy właściciel Marcinkowic.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, dobra Marcinkowice przejęło Towarzystwo Kredytowe Ziemskie. W marcu 1920 roku wystawiło jena licytację. Zakupił je kolejny dzierżawca dóbr Stefan Chruszczyński, syn Ignacego poprzedniego dzierżawcy.

Pierwszą jego żoną była Michalina z Jankowskich, córka właściciela majątku Józwów pod Lublinem. Pobrali sięokoło 1910 roku. Ale już w 1914 roku żona i3-letnia córeczka zmarły.Na grobowcu Chruszczyńskich umieszczono ich epitafia. Pan Stefan ożenił się powtórnie z siostrą zmarłej żony Janiną. Nie musiałam zbyt długo namawiać Pana Marcina Chruszczyńskiego, by sięgnął pamięcią dolat swej młodości.

"...Jestem wnukiem Mariana, lekarza który pozostał w ZSRR, i synem Ignacego Chruszczyńskiego i Zofii z Piławskich. Miłe stosunki rodzinne, które mój ojciec utrzymywał ze stryjem Stefanem spowodowały że zostałem jego chrzestnym synem.Pierwszy raz odwiedziłem rodzinę w Marcinkowicach wraz z rodzicami podczas Wielkanocy w 1935 roku. Miałem wtedytylko 4 lata i zapamiętałem, że było bardzo zimno i błotnisto.

Natomiast podczas okupacji spędzałem tam każde lato z matką i młodszym bratem Andrzejem. Dom mieszkalny był niewielki, więc raz mieszkaliśmy w najmniejszym pokoiku, a raz wczworakach. Prócz nas mieszkała tam także podczas okupacji teściowa Stefana pani Jankowska. Imienia jej niestety nie pamiętam. We dworze pracowała jedna służąca i jedna pracownica doglądająca świń i kur. Było tam kilka macior i młode, które sprzedawano na targu w Opatowie. W oborze stało ponad 20 krów, a w stajniach około 10 koni pociągowych. Gospodarstwo dysponowało koniecznymi narzędziami rolniczymi: w dużej stodole stała młocarnia poruszana kieratem na 4 dyszle, były dwie żniwiarki, pługi, sieczkarnie, kosiarki do traw itp. Uprawiano głównie pszenicę i buraki cukrowe. W porównaniu z wyżywieniem jakie rodzina mogła zdobyć w okupowanej Warszawie (mieszkaliśmy na Bielanach),posiłki w Marcinkowicach były wspaniałe. Przyrządzała je służąca, doglądana przez panią domu, a pomagała im także moja mama. W czworakach mieszkały stale 3 rodziny stałych pracowników folwarku, których ojcowie i dorastający synowie pracowali na roli. Żona polowego Józefa Czerwińskiego była "pasturką" tj. doglądała karmienia i wypasu krów. Żony fornali: Józefa Skrzyńska, Agnieszka Woźniakowa pomagały tylko przy udoju krów.

Do majątku Marcinkowice należały także kamieniołomy, po drugiej stronie rzeczki. Pamiętam, że okupancizabierali stamtąd tłuczeń. Bryczką jeździliśmy na nabożeństwa do kolegiaty, gdzie zasiadaliśmy w stallach,lubdo kościoła przy klasztorze oo. bernardynów. W 1941 roku przyjąłem I Komunię w kolegiacie razem z innymi dziećmi z parafii.

W 1944 roku zmarł w Marcinkowicach brat StefanaStanisław Chruszczyński, wysiedlony z Kowla. Pochowano go w grobie rodzinnym. Tego lata nie można już było wrócić do Warszawy, więc całą przyfrontową jesień i część zimy spędziliśmy w Marcinkowicach. Po upadku Powstania Warszawskiego przyjechał do nas ojciec,sierżantAK, któremu udało się uniknąć niewoli. Razem już byliśmy świadkami wprowadzenia reformy rolnej i opuszczenia dworku przez prawowitych właścicieli. Nas pozostawiono w mieszkaniu w czworakach jako wysiedlonych z Warszawy. Żywili naswtedy mieszkańcy czworaków.

Wyjechaliśmy z Marcinkowic wiosną 1945 roku. Jeszcze kilkakrotnie potem odwiedziłem Marcinkowice. Wspominając dawne czasy. Ostatnie odwiedziny odbyły się w 1991 roku i zdołałem jeszcze zrobić zdjęcie bardzo już zdewastowanego i zrujnowanego dworku, którego dziś już nie ma".
Wiosną 1945 roku przystąpiono do reformy rolnej. Według zarządzenia władz majątki ziemskie powyżej 50 ha podlegały rozparcelowaniu. Marcinkowice liczyły 50,1 ha. Przekroczyły magiczną granicę.

Dom Państwa Chruszczyńskich w Marcinkowicach, zdjęcie wykonał Marcin Chruszczyński w 1991 roku:



Nie był to pałac, lecz skromny dom, zbudowany przez poprzednich dzierżawców. Niegdyś zapewne wyglądał dużo korzystniej. Ale nie był to pałac, w jakich mieszkali okoliczni ziemianie. Nawet zamożni rolnicy mieli okazalsze domy. Lecz gospodarzeMarcinkowic zaliczali siebie do ziemian i na nabożeństwach w kolegiacie zasiadali jak inni okoliczni ziemianie w stallach kanonickich.

Państwo Chruszczyńscy zostali zawiadomieni, że ich ziemia przechodzi na własność państwa, a oni muszą opuścić majątek. Mieli na to kilka dni. Nim wyprowadzili się z dotychczasowego domu, zamieszkał z nimi wraz z żoną komisarz do spraw reformy.

Bezdomnym ofiarował gościnę w swym folwarku przy ul. Kościuszki 3 właściciel apteki Edmund Świestowski. Zabrali z opuszczonego domu nieco mebli i osobiste rzeczy. Byli starzy i skłopotani brakiem perspektyw. Na domiar nieszczęść, pan Chruszczyński chcącmieć rezerwę na przyszłość, zakupił wcześniej pewną ilość złotych monet. Wydawały się dobrą lokatą. Przechowywał je w kasie apteki pana Świestowskiego. Niestety, został oszukany, gdyż monety okazały się fałszywe. Musieli więc pozbywać się rodzinnych pamiątek, by zdobyć środki utrzymania. Kilku mieszkańców ulicy Kościuszki kupiło oferowane przedmioty. Także pewną pomoc materialną zapewnił właściciel dworku pan Świestowski. Ze wspomnień mieszkańców wynika, że także mieszkańcy Marcinkowic pomagali i przynosili dawnym właścicielem produkty żywnościowe. Wspomina o tym m.in. syn byłego "polowego" folwarku Witold Wożniak.

Pan Stefan Chruszczyński zmarł 15 maja 1948 roku. Jego żona została sama.Mieszkała nadal w "dworku" przy ul Kościuszki. Była tam jeszcze w 1952 roku, gdy pan Marcin odwiedził ją i nawet raz zanocował, podczas wycieczki w Góry Świętokrzyskie. Jednak po 1957 pani roku została przeniesiona do Domu Opieki w Radomiu, gdyż nie miała już z czego żyć i nie było nikogo, kto mógłby się nią zaopiekować. Dlatego niewiadoma jest data jej zgonu, ani miejsce pochówku.

Dworek po wyprowadzeniu się Państwa Chruszczyńskich zamieszkiwało kolejno kilka rodzin byłych pracowników. Pomieszczenia od kuchni zamieszkiwała rodzina Bańcerów, zaś południowe pomieszczenia Andrzej Śpiewak z 4 córkami. Jedna z nichZofia wyszła zaWojciecha Bonarkai mieszkała w nim do 1985 roku., domomentu wprowadzenia się do nowo zbudowanego domua przez jakiś czas w największym z pomieszczeń - w salonie była filia gminnej biblioteki publicznej. Niestety, nikt już nie pamięta, jak długo to trwało. Dawny dom Państwa Chruszczyńskich rozebrano, nikt nie pamięta w którym roku. Rejestr obdarowanych ziemią państwa Chruszczyńskich okolicznych mieszkańców znaleźć można w aktach Hipoteki w Opatowie.

Gdy w roku 1913 zmarł właściciel Marcinkowic, Ignacy Chruszczyński jego syn Stefan wybudował obszerny grobowiec na cmentarzu grzebalnym w Opatowie, a obelisk wieńczący kryptę zamówił u kamieniarza F. Hebdzyńskiego w Radomiu. Krypta otoczona  jest słupkami, połączonymi niegdyś żelaznym łańcuchem. Na obelisku umieszczono epitafia



W następnym, 1914 roku zmarła  pierwsza żona Stefana i ich mała córeczka. Ich epitafia umieszczono na  dolnej części obelisku.



W grobowcu pochowano także  w 1944 roku Stanisława Chruszczyńskiego  brata Stefana, który po wysiedleniu z Kowla przyjechał do Marcinkowic i teściową Stefana panią Jankowską o zapomnianym imieniu. Na nagrobku nie umieszczono ich epitafiów.
Ostatnim pogrzebanym w grobowcu był fundator grobowca Stefan Chruszczyński, który zmarł 16 maja 1948 roku.

Przez wiele lat  opiekował się grobem Chruszczyńskich prawnuk Ignacego, a wnuk jego najstarszego syna  Mariana lekarza, który osiadł i pracował w byłym związku Radzieckim.
Marcin Chruszczyński interesował się jego stanem technicznym, a  dniu święta zmarłych
zapalał znicze na grobowcu i składał kwiaty.
W pierwszych latach 2000 roku zamówił epitafium Stefana Chruszczyńskiego, która została  zamontowana na zachodniej płaszczyźnie obelisku.



Stefan Chruszczyński był jego stryjem i ojcem chrzestnym.

Zdjęcia nagrobka wykonał Andrzej Klimont w 2010 roku.

Tekst Aleksandra Gromek Gadkowska
24 lutego 2012